Krzywym okiem zgryźliwego optymisty

refleksje

Recepta na uniwersalne piękno


Podobno gdzieś i kiedyś ustalono powszechne kryteria urody, w oparciu o które wyłoniono ileśtam najpiękniejszych twarzy. Nie pamiętam, kto zajął pierwsze miejsce. Ale to wydarzenie kazało mi się chwilę zastanowić... czy można znaleźć coś takiego jak uniwersalne kryterium piękna? Przecież to rzecz gustu, a o gustach się nie dyskutuje. No dobra, ale jakby to była tylko sprawa indywidualnych upodobań, w których nie istniałoby nic uniwersalnego, to nie mielibyśmy np. konkursów Miss Polonia (bo gdzie konkurs — tam muszą być zasady, nawet jak naciągane, to jednak jakieś). Ha, co tam konkursy! Nie byłoby w naszym słowniku słów „ładny" ani „brzydki" — bo byłyby to pojęcia tak dalece zindywidualizowane, że nie dałoby się na ich gruncie wymieniać żadnych poglądów.

 

Tymczasem jakby tak podumać, to można zauważyć, że istnieje coś takiego jak gust wyrafinowany, smak wyrobiony, są bowiem przypadki osób zadowalających się każdym kawałkiem kolorowego obrazka, ale spotykamy też takich, którzy do szczęścia potrzebują Picassa, Beksińskiego czy Fałata. Są panowie, dla których każda blondynka to królowa balu, a są i tacy, którzy w swoim życiu spotykają tylko jedną piękną kobietę, resztę babińca traktując jako istoty rodzaju żeńskiego (w dosłownym, wręcz gramatycznym sensie).

 

Jak to więc jest? Czy piękno to kwestia znawstwa, intuicji, indywidualności czy może nawet propagandy i wychowania? Bo są też głosy, że to wszystko przez te durne reklamy, że to one każą nam wierzyć, że piękno to długonoga, wierzbowo-smukła blondynka w aureoli anielskiej grzywy, z gorejącymi oczyma i uśmiechem na pół twarzy?

 

Dobra, zastanówmy się. Załóżmy, że od jutra lansujemy model piękna w kształcie przysadzistej gosposi, otoczonej aureolą nie włosów, lecz sadła, i to rozbębniającego się wokół talii potrójną oponą. Że top-hitem będzie krótko ścięta trwała a'la „ciocia Stasia sprzątaczka", trzewiczki na koturnie w stylu „salowa z oddziału zakaźnego", zaś dopełnieniem elegancji — fartuszek sklepowej z działu mięsnego... No i co? Rzućmy to na plakaty, ciśnijmy na ekrany, puśćmy z deszczem wideoklipów najpopularniejszych hip-hopowców, zabierzmy stamtąd superlaski w bikini, a dajmy przepasioną Frau Helgę — no a potem policzmy nastolatki, które chwycą ten styl... Kto będzie chciał tak wyglądać? Śmiem twierdzić, że łatwo być tu prorokiem i zawyrokować — NIKT!

 

No to co? Dlaczego w reklamach i wideoklipach mamy superlaski w bikini? Czy dlatego dziewczyny chcą tak wyglądać, a faceci — chcą takie oglądać — że im ktoś w reklamie tak kazał? Nie, my chcemy tak wyglądać i to oglądać, bo nam się to podoba. Po prostu.

 

Dobra, to drążmy temat. Dlaczego podoba nam się akurat to, a nie coś innego? Co w tym jest? Spróbuję zaryzykować i trafić w sedno tajemnicy kobiecego piękna. Dlaczego kobiecego — zapyta mnie ktoś złośliwy — dlaczego nie piękna w ogóle? Ano, z kilku przyczyn. Po pierwsze, każdy rodzaj piękna rządzi się innymi prawami i nie wszystkie są wspólne. Po drugie — i tu jestem rzecz jasna subiektywny — piękno kobiety jest najwyższą formą piękna, nim więc warto się zająć w pierwszej kolejności.

 

No to dalej jazda! Śmiem sądzić, że piękno rządzi się jakimiś prawidłowościami. Oto mój pierwszy kandydat do roli uniwersalnej zasady:

 

Podoba nam się to, co zdrowe

 

Nie lubimy zeza, krzywych pleców i koślawych nóg, nie podobają nam się fizyczne ułomności - blizny, szramy, ubytki uzębienia... Ale też właśnie dlatego przepasiona jejmość przegrywa w rankingach! Niestety, nadmiar kilogramów nie jest oznaką zdrowia. Ale z tego samego powodu w podobnym zestawieniu nie ma szans żadna anorektyczka! Bo tu nie chodzi o to, co chude, tylko o to, co zdrowe. Wystające żebra i kości miednicy odstraszają na kilometr, bo są po prostu chore! Zaś pękaty bęben i serdelaste łydki to nie do końca geny i przemiana materii, tylko nadmiar toksyn spożytych w niezliczonych paczkach chipsów, batoników, Big-Maców, i tym podobnych „smakołyków", którymi umilamy sobie życie... Bo przecież jeść trzeba, nasze mamusie kazały nam zżerać wszystko z talerza, a sobie za punkt honoru stawiały — by napełnić po brzegi ten talerz, nie bacząc na rzeczywiste potrzeby organizmu. Dzisiaj jesteśmy przepasieni również dlatego, że jedzenie dla niektórych stało się rozrywką, a przestało być odżywianiem... A to i tak połowa problemu. Jako że wywód wkracza tu na grunt innej dziedziny,  wrócę do tematu.

 

Podoba nam się to, co miłe

 

Spotkałem kiedyś dziewczynę spełniającą chyba wszystkie lokalne kanony piękna. Wysoka, smukła, długie kręcone włosy, delikatną twarz, ogromne szare oczy, pełne usta, nogi gazeli od stóp aż po szyję, o innych zaletach... ekhm... powiedzmy że nie wspomnę. Miała tylko jedną wadę. W ogóle się nie uśmiechała! Miała totalnie melancholijne usposobienie, powolne ruchy, ponure powłóczyste spojrzenie, wiecznie jakby zmęczona, zagniewana na cały świat, czasami wręcz opryskliwa i wulgarna. Moje wrażenia? Ludzie, cóż to za brzydactwo!

 

I tak chyba jest nie tylko w moim przypadku. Lubicie ponuraków w swoim otoczeniu? Narzekające na wszystko zasmęcone marudy? Malkontenckie kukły niezdolne wykrzesać z siebie choć odrobiny zadowolenia z życia? Osobiście wolę już radość obleczoną w 100 kilo nadwagi...

 

Podoba nam się to, co odmienne i niespotykane

 

Czasem w pewnych kulturach kanonem piękna jest coś, co w innym zakątku świata zupełnie nie zyskuje sobie uznania. Tak na przykład bywa z otyłością — gdzieniegdzie jest tak, że czym tłuściej, tym piękniej. Ale chyba dotyczy to krajów, gdzie przeważnie wszystkie dziewczyny są niezwykle szczupłe. Nie ma co jeść, nie ma od czego tyć... stąd właśnie grubaska będzie wyglądać jak królowa, wszystko przez swoją odmienność. Owa odmienność przyćmi fakt, że otyłość to nic zdrowego — bo też są kraje, gdzie ludzie boją się bardziej głodu niż choroby...

 

I właśnie na takiej zasadzie blondynka, nawet krzywonoga,  zrobi furorę w Afryce, zaś czarnulka będzie w Norwegii uważana za boginię...

 

Tym właśnie sposobem, jak mówi stare przysłowie — nawet na potwora znajdziesz amatora! Pozdrawiam wszystkich, życząc każdemu choć odrobiny powodu do zachwytu pośród otaczającej nas szarej i nieciekawej rzeczywistości...