Krzywym okiem zgryźliwego optymisty

Małżeństwo z czystego rozsądku?

  

   Wydaje się, że małżeństwo z czystego rozsądku to najlepsza rzecz. Można na chłodno ocenić siebie, swoje potrzeby, dokonać wyboru, złożyć propozycję. A uczucie? Czemu nie, ale to dopiero potem. Miłość ma przecież wielką szansę przyjść nad ciepłą miską obiadu postawionego na stół przez żonę, nad konkretną wypłatą, jaką mąż przynosi na początku miesiąca, nad naprawioną samodzielnie pralką, lub podczas wspólnego spaceru z trójką dzieci. Dlaczego na nią nie poczekać, albo wręcz — nie zapracować na nią już po ślubie? W związku, w którym nie będzie kłótni ani rozczarowań, bo wszystko zostało przemyślane bez emocji już przedtem, wiemy czego chcemy i czego od nas chcą.


   A jak miłość nie nadejdzie? To może jeszcze lepiej! Pomyślmy tylko nad korzyściami małżeństwa bez miłości. Nie ranimy swoich uczuć, bo ich nie mamy. Nie boli zdrada, bo nie czujemy się zdradzeni. Łączy nas pakt obywatelski obojga suwerennych jednostek. Zależymy od siebie nawzajem, więc pielęgnujemy tę zależność — im bardziej ja jestem potrzebny tobie, im bardziej ty jesteś potrzebna mnie... Nie obchodzi nas ani łysina, ani siwizna, ani fałdki sadełka cierpliwie formujące kolejną oponkę wokół bioder. Zupełnie nam nie przeszkadzają krzywe zęby czy nieświeży oddech — i tak nie mamy ochoty się całować. Można założyć na grzbiet co się chce, i tak współmałżonek jest ze mną z rozsądku, a nie dla mojej elegancji czy urody... No i co, czyż tak nie byłoby najlepiej? Po co się bawić w dziecinadę, w jakąś romantykę, marzenia o księciu z bajki czy o księżniczce-cudniczce? Bądźmy od razu dorośli i dojrzali. Przecież ludzie kochają się tylko na początku, potem to z czasem przechodzi. Po kilkunastu latach i tak facet wzdycha już tylko do panienek z okładki czasopisma dla panów, oglądając się za każdą naście lat młodszą od siebie. Jego małżonka dawno straciła zainteresowanie czymkolwiek, co nie jest związane z gospodarstwem domowym, poprawą jakości życia, wypoczynkiem, zdrowym żywieniem — najważniejsza jest kosmetyka i fitness, cokolwiek co pozwoli zatrzymać uciekające lata. Na pewno nie przydaje się do tego zasiedziały przed telewizorem chłop! Facet po 15 latach związku nadaje się już tylko do zarabiania coraz to większej ilości pieniędzy, czasem do noszenia walizek i upychania ich w bagażniku samochodu. Widać wyraźnie, że romantyczne uczucie jest jak mleczne zęby szczeniaka — ostre, ale nietrwałe. Po co się na nie upierać? Nie lepiej od razu gryźć życie konkretnie?


    Tak, ale heca sprowadza się też do tego, co człowiekowi do szczęścia potrzebne. Jak jest to pełna micha, uprane skarpetki i wyprasowane koszule, pełen portfel, dom nad rozlewiskiem i terenowy samochód — to pewnie małżeństwo z rozsądku będzie idealne. Uczucie, nawet jak było, to w takich warunkach wygasa szybciej niż grill w Sylwestra.


    Jedną z najważniejszych miar wartości człowieka jest według mnie zdolność do uszczęśliwiania bliskich osób. Jeżeli nie jest się kochanym, to ma się znacznie mniejsze szanse na uszczęśliwienie innych. Jeżeli nie ma nikogo, kto by cię kochał, to tak naprawdę nikomu nie jesteś do szczęścia potrzebny... Chyba największe nieszczęście, to kiedy chcesz coś dla kogoś zrobić, a z każdej strony słyszysz tylko „nie trzeba, nie trzeba..."


   Dlatego warto starać się, by być przez kogoś kochanym. Nie mówię, że chodzi o uczucie bezmyślne i ślepe. Odrobina rozsądku jest rzecz jasna konieczna, swoje uczucia — jak wszystko, co cenne — trzeba też przecież rozsądnie ulokować. Ale jak związek ma być tylko rozsądkiem... No cóż, od biedy może być, ale mam wrażenie, że ludziom może się zdarzyć coś znacznie lepszego. Coś, na co warto poczekać, o co warto się postarać.


   Na koniec pytanie egzystencjonalne. Jak to jest, że niektórzy, mając wszystko, a nie mając siebie nawzajem — czują się tak, jakby nic nie mieli? I jak to możliwe, że są ludzie, którzy nie mają niczego, tylko siebie we dwoje, a czują się tak, jakby cały świat do nich należał?


   Czy to takiego stanu rzeczy wystarczy czysty rozsądek? Czy może raczej wygląda na to, że małżeństwo tylko z rozsądku — to jedna z bardziej nierozsądnych decyzji?


   Każdemu życzę przynajmniej szczypty uczucia w tym naszym do bólu racjonalnym świecie...