Krzywym okiem zgryźliwego optymisty

Strzeżcie się niziołka...


  Buszując w biblioteczce mej prababki nadziałem się na przedwojenny przedruk pewnego dzieła, które dzisiaj nazwalibyśmy socjologicznym. „Żywego człowieka opisanie — pilnie, wiernie, a i po Bożemu wyjaśnione". Autor, niejaki Szymon Witzenmeister, zacny kanonik z miasta Rabdeburga, takie oto rozważania snuje:

 

„(...) Jakże w małym ciele wielki duch ma się zmieścić? Jeno w dryblasie, o wzroście stosownym, wielka dusza może się wygodnie w szlachetności swej wyprostować. Człek wysoki i postawny szerszy krąg wzrokiem swym opasuje, dalej widzi, a i sam swój umysł z racji wzrostu ma on bliżej Boga. Gdy zaś w ciało kurdupla wielka dusza trafi, dusi się w nim z ciasnoty, wyrwać się chce — co tłumaczy, dlaczego człek niewyrośnięty zawsze jest tak pełen werwy, ale też i czemu ogromnym cholerykiem bywa.  Jeśli więc kurdupel w ciało swe mikre, ogromną duszę przez pomyłkę opatrzności dostanie, dusza owa karleje i degeneruje. Jedynie mała, drobna, chuda i mizerna dusza, której i sam diabeł wziąć nie chce, w ciele kurdupla dobrze się czuje. Rezultat jest ten sam — charakter karli wredny, z degeneracji duszy, lubo z jej mizeroty się biorący.

(...) Pytanie jedno się nasuwa — skoro tak się rzecz z duszą miewa, to czemu mała kobieta wredną przez to nie bywa? Otóż, jako że dusza kobiety od początku na mniejszą miarę jest szyta, więc nawet jak w maławe ciało trafi, to niewygody żadnej nie czuje, a i szlachetności niedoboru poprzez swój mniejszy rozmiar nie cierpi. (...)"


   Ale że we mnie trzasło, jak żem to przeczytał! Ów Witzenmeister bardzo śmiałe rozważania snuje. Może i coś w tym jest... Bo zastanówmy się. Kurdupel. Indywiduum dziś definiowane wzrostem mniejszym niż metr-siedemdziesiąt polskiej średniej. Odnosi się jedynie do egzemplarza rodzaju męskiego. No jasne, że to może być tylko facet! Kobieta może mieć nawet metr-trzydzieści, i będzie się ją nazywać cudeńkiem, jako że małe jest piękne, a ponadto nie ma przecież brzydkich kobiet! Nie, maleńka, niziutka kobietka jest zawsze i wszędzie ekstremalną formą zarówno piękna, jak też czułości i empatii. Kobiet poniższy wywód nie dotyczy. Wróćmy do kurdupla-zawsze-faceta.

  
   Dla każdego prawdziwego faceta naturalną koleją rzeczy jest dominacja nad wszystkim, co się dookoła porusza i wchodzi w pole widzenia. Ale jak tu dominować, skoro trzeba łeb wysoko zadzierać, żeby fakt dominacji uskutecznić? Rodzi to techniczne problemy. Jak się nie da wleźć na stołek, by wyegzekwować w ten sposób swą dominację, to narasta w kurduplu poczucie potężnej irytacji. Poczucie to determinuje 100% dalszych zachowań przykrótkiego delikwenta (gdyż stołek lub taboret rzadko kiedy znajduje się pod ręką, gdy zachodzi potrzeba). Życiowym celem kurdupla jest poniżenie i sprowadzenie do parteru całej reszty ludzkiej (męskiej!) populacji. Stąd też człeczyna niskiego wzrostu ma ogromne parcie na sukces, na udowodnienie swojej racji tudzież absolutnej wyższości pod każdym innym względem (skoro wzrost tak bardzo niedopisał...). Zazwyczaj kurdupel to perfekcjonista wymagający od siebie milion procent normy, ale jednocześnie czyjeś uchybienie o włos jest dla niego powodem dla trzeciej wojny światowej. Ba, uchybienie! To brzmi, waszmościowie, jak krotochwila.

   Paradoksalnie, prywatnie kurdupel za wszystkie Twe potknięcia będzie błogosławił niebiosa! Albowiem cudze uchybienie to sukces dla kurdupla, za każdy twój błąd będzie on tak naprawdę dozgonnie wdzięczny, bo będzie mógł się jakże promiennie zaprezentować na tle czyjegoś zaniedbania! Największą przykrością, jaką można kurduplowi wyrządzić, to go nie zauważyć, pominąć, zlekceważyć, nie docenić... Będzie to cios dla jego poczucia „wyższy-pod-każdym-innym-względem". Innym względem... za ten inny wzgląd kurdupel nienawidzi całego roślejszego od siebie świata, za którą to rosłość przehandlowałby całą swoją kurduplastą doskonałość i perfekcję... Nie ma ludzi bardziej zawistnych i drażliwych niż kurduple... Strzeżcie się, wszyscy wzrostem więksi!

  Pozostając w duchu zacnego Szymona, pozostaje nam jeszcze — ku sprawiedliwości — pewne spostrzeżenie poczynić. Jedna jeno okoliczność wszystkich nas ze sobą zrównuje, wysokich poniża, małych wywyższa. W końcu każdy, mały czy wielki, lec na łoże musi, a z perspektywy łoża wzrost człowieka jednaki jest dla wszystkich, bo każdy głowę swą na poduszce, lubo na pierś umiłowanej składa... Głowy więc nie zadziera, na nikogo też wzroku nie spuszcza... Stąd też ciężko dryblasa do łóżka zaciągnąć, bo tam on przewagi swej zrzec się musi, zaś kurdupel chętnie do łoża bieży, aby tam świat choć przez chwilę był niesprawiedliwy na jego korzyść...

  Wziąłbym to pod uwagę, drogie panie! Wychodzi na to, że wysocy panowie są w Waszych łaskach zupełnie niesłusznie...

  Na koniec małe oświadczenie. Jeżeli ktoś zamierza mnie podejrzewać o agitację polityczną, to mu mówię, że będzie w błędzie. Wszelkie związki powyższych rozważań z rzeczywistością polityczną są zupełnie niezamierzone i przypadkowe, tym bardziej, że oparte na wywodach sprzed ponad 300 lat...