Krzywym okiem zgryźliwego optymisty

Podziękowania

 


   Kochani, należą Wam się podziękowania. Poprzedni wpis, ten z 27 listopada, który zyskał miano „hitu dnia", obejrzało ponad 24 000 osób. Dostał on ponad 200 komentarzy. Serdecznie i szczerze dziękuję wszystkim, którzy rzucili okiem na mój blog, tym którzy przeczytali wpis, jak również wszystkim komentującym.


   Poza cenną pamiątką, to co napisaliście w komentarzach jest dla mnie kapitalnym  źródłem wiedzy o mentalności ludzi spotykanych w Internecie. Powiem szczerze i już bez żadnych ukrytych podchodów, że nie miałem co do kształtu polskiej internetowej społeczności tak zupełnie jasnego przekonania. Teraz już jest ze mną pod tym względem lepiej. Poniżej krótka analiza Waszych komentarzy:


 

— 194 komentujących zupełnie nie zrozumiało tego, co napisałem;

— 7 osób poczuło, że wpis ich uraża;

— 41 osób zgodziło się ze mną, choć nie powinno;

— tylko 35 osób załapało, o co biega.

 

   Wszystkim naprawdę serdecznie dziękuję. Dla tych, co się ciągle nie zorientowali w sytuacji podam małe wyjaśnienie. Mój blogowy wpis pt. „Niezbity i absolutnie słuszny fakt naukowy" zamierzony był jako dziki wrzask przeciwko stereotypom, jako protest przeciw szufladkowaniu ludzi za pomocą czynników zupełnie nie związanych z tym, o co się je podejrzewa. Zainspirował mnie mój przyjaciel, który obraził się na mnie, że swego czasu nie poczęstowałem go piwem. Ja myślałem, że poszedł spać, i wyciągnąłem z chlebaka tylko dwa piwa. A on, jak zły duch, nagle bach, wpada do kuchni z trzecim piwem... a potem nie umiał ze mną przyjaźnie rozmawiać przez dwa dni... jak doszło do konfrontacji, to mi rzucił w twarz, że „wszystko na pewno dlatego, że jestem egoistycznym, nie umiejącym przejawiać poczucia wdzięczności jedynakiem" i że jest to jedyne co może mnie tłumaczyć. No i właśnie stąd się wziął mój esej sprzed kilku dni.

   Nie było moim celem jakieś prowokowanie czy wbijanie kija w mrowisko — choć rzecz jasna wcale nie żałuję, że mi się wbić ów kij poniekąd udało. Przepraszać urażonych nie zamierzam, wystarczy że przeczytają ten tekst jeszcze raz i zrozumieją, w czym rzecz. A jak nie przeczytają, to trudno.

  Pozdrawiam