Krzywym okiem zgryźliwego optymisty

No to nie pokażą nam Amwaya...

Dzisiejsza prasówka. Jednak na Warszawskim Festiwalu Filmowym nie pokażą nam  filmu o Amwayu. Filmu, o którym było co jakiś czas głośno. Krzyczano, że leży na półce, że jakieś grupy nacisku amwayowego nie dopuszczają do jego projekcji. Heca ucichała, zainteresowanie spadało, ale medialna hydra podnosiła swój łeb co jakiś czas, by podenerwować szlachetnych rycerzy z marketingiem sieciowym w herbie...

 

Dziś do reszty nie wiem, czy Amway naprawdę się czegoś obawia, czy chce sobie zrobić reklamę – na zasadzie: im głośniej się o czymś mówi, tym lepiej, a żeby głośno mówiono, trzeba zrobić skandal, ale taki, który nie zaszkodzi sprzedaży...

 

Naprawdę nie wiem, o co chodzi. Z jednej strony film pokazuje całą amwayową euforię, rozgorączkowane spojrzenia kandydatów na milionerów, showmaństwo tak zwanych „up line'ów", którzy już coś osiągnęli i teraz tłumaczą innym, jak to zrobić, odstawiając po prostu spektakl biznes–teatru. Człowiek, co to ogląda, może pomyśleć – czy ja mam zrobić z siebie też takiego świra? Czy mam zajadać Amwaya na śniadanie, obiad i kolację, spać z Amwayem, śnić o Amwayu, jeździć z Amwayem, myć nim oczy i dłubać nim w zębach? Ale z drugiej strony – ten film to przecież nieomalże materiał szkoleniowy! Występujący ludzie to nie aktorzy, to prezenterzy amwayowi, zaś argumenty zacytowane na filmie można usłyszeć na każdym amwayowym spotkaniu... Cechuje je żelazna logika – jeżeli niejaki James Jones znalazł ponad 900 chętnych na zbiorowe samobójstwo w lasach Gujany, to czy ty nie znajdziesz zaledwie trzech osób chętnych do zarabiania niezłych pieniędzy? No, powiedz sam, nie znajdziesz?

 

Więc ja nie rozumiem. Ten film to w dużej mierze woda na Amwayowy młyn. Podejrzewam mimo wszystko kryptoreklamę – świadomą, lub i nie. Nawet jeżeli autor i reżyser mieli inny zamiar. Niezależnie od zamiaru, dokument zrobili dobry. Ale gdyby nie atmosfera skandalu, zakazu, cenzury, obawy, itp., to nie wiem, kogo by zainteresował. Zauważcie sami – ile jest zamieszania wokół różnych związków wyznaniowych, podejrzewa się ich nie wiadomo o co, straszy się nimi dzieci i rodziców, obdziela mianem „sekty", ale jak przyjdzie pogadać z konkretnym przedstawicielem, to co? Nic, po prostu pogadać można. Nikomu przez to czarny ogon z tyłka nie wyrasta, że o rogach nie wspomnę... Smutną prawdą jest to, że gdyby nie „sekciarska nagonka", to mielibyśmy w nosie religijne poglądy sąsiada i w życiu nie chciałoby się nikomu o nich gadać...

 

Ale z powrotem lewelnijmy się marketingowo, wracając do tematu. Miałem doświadczenia z Amwayem. Kupiłem sobie kilka ichnich produktów. Nie zrobiłem na ich sprzedaży żadnych kokosów. Po prostu zwykła chemia gospodarcza, tyle że ileś razy droższa niż normalna. Bzdurą jest, że starcza na dłużej, że to koncentraty. Wierutna bzdura. Płyn do mycia naczyń „Ludwik" to też koncentrat, nie mniej skoncentrowany niż amwayowy „Dish Drops". Z innymi jest podobnie. Flaszka L.O.C do dzisiaj stoi u mnie gdzieś w szafie, bo od lat nie mogę znaleźć dla niej bardziej prestiżowego zastosowania niż wsparcie przy wycieraniu kurzów. A i to lepiej mi się robi z pomocą „Pronto"...

 

Amwayowy biznes, podobnie jak inne amwayokształtne, nie polega na sprzedawaniu produktów. Polega na szukaniu jeleni, którzy będą szukali następnych jeleni, a ci następni – dalszych jeszcze jeleniowatych, a to w celu zgromadzenia całej jeleniej zgrai grzecznie kupujących produkt w nadziei na dobry zysk. No i najważniejsze, żeby cała ta zgraja jeleni była w naszej strukturze, pełna dwojakiego przekonania – po pierwsze, że zrobi na tym pieniądze; po drugie – że korzysta z najlepszych na świecie produktów...

 

To wszystko nie oznacza, że na Amwayu nie da się zrobić pieniędzy! Oczywiście, że się da! Amway jak najbardziej wyprodukował już kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu milionerów! Niemniej w drodze do kolejnych amwayowych czy amwayopodobnych fortun warto sobie uświadomić kilka faktów:

 

– Nie ma tu nic za darmo. Jeżeli nie będziesz zasuwał 24 godziny na dobę, nie dostaniesz nic. Dlaczego? Bo śmietankę spije ktoś inny, kto te 24 godziny na dobę zasuwa! Nie ma złudzeń!

 

— Jeżeli ktoś będzie bardziej pracowity i bardziej zdolny niż ty, to on zrobi karierę, nie ty! Nie licz na to, że skonstruujesz sobie maszynkę do robienia pieniędzy...

 

– To nie ma szansy być dla ciebie „dodatkowa robota". Musisz wejść w to na 100% zaangażowania, chyba że już jesteś potrójnym diamentowym dyrektorem...

 

– W 99,8% przypadków twoja kariera sprowadzi się do nabicia kieszeni osobom stojącym wyżej w strukturze. Na szczycie po prostu nie ma za dużo miejsca, by się tam mogło zbyt wielu zmieścić.

 

– Nie sprzedajesz nikomu żadnych produktów. Sprzedajesz komuś marzenia o idealnym produkcie, marzenia o karierze i milionowej fortunie, oraz iluzję korzystania z czegoś „naj-naj-lepszego". Właśnie za to płacą klienci i właśnie dlatego tubka pasty do zębów Amwaya kosztuje 20 zł...

 

To, co napisałem powyżej, dotyczy każdego amwayopodobnego biznesu, może to być Zepter, MonaVie, Herbalife czy jakieś ubezpieczenia. Wszystko to kręci się wokół jednego schematu. Nie ma tu żadnej teorii spiskowej. Amway, jak i wszyscy inni, są w gruncie rzeczy szczerzy do bólu. Nikogo tu się nie oszukuje. Oni wszyscy naprawdę chcą, żebyś był bogaty. Bo tym bardziej bogaci będą oni! Samo życie. Witajcie w życiu!