Krzywym okiem zgryźliwego optymisty

refleksje

O miłości prawie wszystko

    Jakkolwiek wierzę w bezinteresowną miłość, to nie wierzę w miłość bez oczekiwań. Jaka między nimi różnica? Przyznam, że dość subtelna, czasem bardzo trudna do uchwycenia. Bezinteresowna miłość nie oczekuje bezpośrednich lub wymiernych korzyści od obiektu swoich uczuć. Po prostu, nie kocha się dlatego, że się czegoś chce i że się to dostaje. Krótko mówiąc, nie wierzę w miłość wypływającą z pragnienia i zaspokojenia. To pragnienie wypływa z miłości. Kocham, więc czegoś pragnę. Dlatego właśnie nie wierzę w miłość bez oczekiwań. Każda miłość, także niesamolubna, nie jest pozbawiona pewnych – często zresztą jak najbardziej słusznych – pragnień.

     Kochamy swoje dzieci najczęściej dlatego, że są po prostu nasze. Ale przecież właśnie dlatego, że je kochamy, mamy pewne oczekiwania – że będą posłuszne, grzeczne, że wyrosną na porządnych ludzi, coś w życiu osiągną (cokolwiek, choćby po prostu osobiste szczęście!) – ale przede wszystkim chcemy, żeby te dzieci nas kochały. Reszta to bonus, opcja, pakiet dodatkowy. Dzieci kochają nas, bo jesteśmy ich rodzicami, ale również oczekują, że zadbamy o ich potrzeby, że będziemy dla nich autorytetem, że będą z nas dumne i że będą mogły się nami pochwalić. Ale przede wszystkim – nawet jeżeli nie umieją tego dostrzec albo wyrazić – chcą, żebyśmy je kochali. 

     Kochamy swoją „drugą połówkę” – bo kiedyś ktoś nas zafascynował, zaimponował nam, zachwycił nas, ujął nas za serce i powalił na kolana – ale przecież kochając, jesteśmy też wobec tej „połówki” pełni oczekiwań. Oczekujemy, że ten ktoś będzie wierny, miły, skory do zgody, że będzie nas szanować, że się przyczyni do obopólnego szczęścia i dobrobytu. Ale przede wszystkim chcemy, żeby nas kochał. Lista naszych oczekiwań, krótka czy długa, tak naprawdę ma jedno źródło – chcemy, żeby to wszystko wypływało z miłości. Kochając, pragniemy wzajemności. Bez wzajemności każda, nawet najszlachetniejsza miłość po prostu umiera. Braku wzajemności żadna miłość nie umie wybaczyć. Jest tylko kwestią czasu, kiedy to się stanie, kiedy nieodwzajemniona miłość wyda ostatnie tchnienie. Czasem z czystego rozsądku warto ją świadomie dobić. Nieodwzajemniona miłość nie ma bowiem sensu. Dlaczego? Ano, bo jeżeli ktoś nie odwzajemnia miłości, to nie jest jej wart. Nie dlatego, że miałby być bezwartościowym człowiekiem – nie, na miły Bóg, nie powiedziałem tego! Ale nie jest wart tej konkretnej, którą chcesz mu dać, a on (ona, ono) nie chce wziąć, bo jej nie potrzebuje. Nie warto rzucać pereł przed wieprze, ale nie warto rzucać ich też pod nogi obojętnych przechodniów.

     A cóż, jeżeli miłość jest zaborcza, jeżeli ma wygórowane oczekiwania? Wtedy nie jest miłością. Jest pomyłką.

    Między innymi dlatego moje oczekiwania wobec tej, którą kocham, są bardzo proste. Uprościłem swoje pragnienia i od wielu lat nie ukrywam, że żona jest mi potrzebna tylko do jednego. Do szczęścia. Nie oczekuję od niej też niczego ponad to, żeby była ze mną szczęśliwa. Taka jest moja życiowa konstytucja, rodzinna ustawa zasadnicza. Reszta to tylko komentarz.

 

Szczęścia w miłości każdemu życzę!